Porzeźnicza przebieżka

Porzeźnicza przebieżka

Potrzebna woda: bidon ok. 0,5 litra
Możliwość zakupów: schronisko
Długość: 8 km
Przewyższenia: +140/-140 m
Najwyższy punkt: Jaworzec, 553 m n. p. m.
Najniższy punkt: Jaworzec, 577 m n. p. m.

Historia terenów, w których co roku odbywa się Bieg Rzeźnika jest bardzo interesująca, choć nie zawsze jednoznaczna i prosta do opowiedzenia. Generalnie w okolicach tych postępująca kolonizacja ludów wołoskich spotykała się z Polakami, tutaj część z nich skończyła swoją wędrówkę. Po drodze przejęli język częściowo od Rumunów, częściowo od ludów bałkańskich, częściowo od nas – Słowian zachodnich i wschodnich (konkretnie: Ukraińców). I to właśnie było ogniwem ostatniego, tragicznego w skutkach konfliktu między komunistycznymi władzami polskimi a ludnością huculską (czyli wspomnianymi Wołochami), która tutaj została uznana za Ukraińców (bo mówili językiem huculskim, który jest uznawany przez językoznawców ukraińskich za dialekt ukraińskiego).

Mówiąc w dużym, bardzo dużym skrócie, po tym jak żołnierze UPA zabili generała Karola Świerczewskiego rozpoczęła się na dobre akcja Wisła, w wyniku której wysiedlonych i zniszczonych zostało kilkadziesiąt wsi. Po tym przydługim wstępie…

Jedną z takich wsi jest Jaworzec, do którego warto zrobić sobie wycieczkę będąc w okolicy, na przykład przed albo po Rzeźniku.

Po Bieszczadach, szczególnie poza sezonem, najlepiej poruszać się samochodem (albo rowerem, albo pieszo. Ale jednak samochód wygrywa). Samochód proponuję porzucić przy sklepie w Kalnicy (znajduje się zaraz obok odbicia z głównej drogi – DW897).

Kalnica to ciekawa nazwa, łączy się ona z takimi nazwami jak Kalisz oraz Białykał i związana jest ze słowem „kał”, które znaczyło kiedyś tyle, co „błoto”, Kalnica to miejsce, gdzie rzeka (Wetlina) była często zmącona. Rzeką jednak zajmiemy się później. Na razie spokojnie biegniemy w kierunku północnym wzdłuż drogi, bez szlaku. Po ok. 2,5 kilometrach dobiegniemy do rozwidlenia dróg, tutaj trzymamy się prawej strony. Kawałeczek dalej dobiegniemy do mostu, warto się zatrzymać na nim i rzucić okiem w dół, jeśli woda jest przejrzysta, pięknie widać przekrój przez skały fliszu karpackiego (z którego zbudowane są wszelkiej maści Beskidy). Kilka kroków dalej przejdziemy obok znaku, który znajdziesz jako ilustrację do tego opisu, a jeszcze fragmencik dalej miejsce, gdzie wypalany jest węgiel drzewny.

Leśna droga prowadzi dalej w kierunku północnym, a wzdłuż niej prowadzi czarny szlak. Szlak ten na razie ignorujemy, udajemy się bezpośrednio do pozostałości wsi. Przekraczamy błotnistą drogę, po prawej stronie znajduje się stary cmentarz, na nim drewniany krzyż. Uwaga! Można wpaść w jakieś stare piwnice przykryte jedynie deskami. Z cmentarza udajmy się pod krzyż upamiętniający zniesienie pańszczyzny, a dalej w kierunku cerkwiska i wybudowanego stosunkowo niedawno zbiornika retencyjnego.

Na miejscu spalonej cerkwi (św. Wielkiego Męczennika Dymitra) ostała się jedynie podmurówka i żelazny krzyż.

Po drodze spotkać można jeszcze chyżę (chałupę) w rekonstrukcji (stan na jesień 2016).

W drodze powrotnej warto zajrzeć do schroniska (szlak prowadzi nieco pod górkę, schronisko trudno przeoczyć). Nie jest w najlepszym stanie choć cały czas jest w remoncie. Jednak warto je odwiedzić, obsługa jest w porządku, menu jesienią 2016 było wąskie, ale dobre.

Do samochodu wracamy spokojnym tempem po własnych śladach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *